Apteczka

Lubię chodzić

  • autor
  • Wojciech Kalarus

Lubił chodzić mój ojciec, lubił chodzić mój wujek, i mnie na chodzeniu zeszła młodzieńcza Warszawa. Nie mam stałego, podręcznego zestawu niezbędnych rzeczy. Do rzeczy, inaczej niż do ludzi, staram się nie przywiązywać. W służbowe podróże zagraniczne zabieram zawsze przede wszystkim zeszyt i ołówek, później jedną książkę oraz muzykę, ale dziś na szczęście nie musimy wozić ze sobą kaset czy płyt CD. I w zależności od nastroju sięgam po jedno, drugie lub trzecie.

Z książkami mam jak z chlebem, zawsze muszę powąchać, więc w księgarni wkładam nos pomiędzy kartki, a po wyjściu z piekarni zatrzymuję się i wkładam głowę do lnianej torby, żeby powąchać chleb. 

Tak już zostanie na zawsze. To nasz pierwszy kontakt, tak się „poznajemy”.

Kiedyś czytałem dużo, nie mogłem sobie pozwolić na inne rozrywki, nie miałem po prostu na nie pieniędzy, więc kładłem się na tapczanie, w którymś z wynajmowanych pokoi czy mieszkań i czytałem. To był mój intymny świat i przestrzeń …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl