Wokół książek

Pamięć oddechu

  • autor
  • Marek Bieńczyk
Obraz powietrza i obraz oddechu dostrzegamy w sytuacjach skrajnych, najczęściej gdy oddech jest zaburzony lub zagrożony.

1.tykwa.W polszczyźnie wzywają same słowa: oddech, krtań. Oddech, rzadko spotykana podwojona litera i podwojona wymowa, od-dech, z tym niejasnym prefiksem, który każe oddawać, lecz tu także pobierać (powietrze).

Krtań, silne słowo. Zwalisko spółgłosek, z którego wydobywa się otwarte „a”, dźwięk szeroki. Jest – może przez to – onomatopeją oddechu, a już zwłaszcza oddechu zagrożonego. Chrapliwy, trudny początek, po którym przychodzi otwarcie, samogłoska, tlen.

Pomyślałem o tym, czytając przekład opowiadania Williama Faulknera. Wielokrotnie: czasami wpada się w zakończenie jakiejś powieści lub noweli niczym w studnię bez dna.Czerwone liściemówią o losach czarnego niewolnika, przejętego przez indiańskie plemię od białych. Ponieważ jego nowy pan, wódz indiański Issetibbeha, umiera, zgodnie ze zwyczajem niewolnik powinien towarzyszyć władcy w drodze w zaświaty. Ucieka na bagna; zostaje złapany. Podczas ucieczki trzykrotnie kąsa go w ramię żmija, na co reaguje niepojętym okrzykiem „Olé, przodkowie moi!”. Teraz Indianie podają pojmanemu tykwę z wodą. „Patrzyli, jak jego krtań pracuje, jak świetlista woda kaskadami spływa mu z obu stron tykwy na podbródek i pierś”. Dostaje jeszcze trochę wody i „jeszcze raz patrzyli, jak jego krtań pracuje”.

A potem woda przestała spływać, chociaż pusta tykwa jeszcze przechylała się dnem coraz wyżej i wyżej, chociaż czarne gardło Murzyna wciąż jeszcze małpowało daremnie łykanie czegoś, czego już nie było. Kawał podmytego wodą mułu oderwał się Murzynowi od piersi i upadł mu na zamulone stopy, a oni słyszeli, jak w pustej tykwie gra jego oddech: a-a-a-a-a-a-a.

Wyobrażam sobie nawet, że jego oddech trwa około dwudziestu sekund, czyli tyle, ile najkrótsza sztuka Samuela Becketta, zatytułowana tak właśnie,Oddech. Obsada: brak. „W chwili rozpoczęcia utworu scena całkowicie zatopiona jest w ciemności. Na pięć sekund pada na nią słabe światło – widać wówczas, że jest zasypana śmieciami. Ciszę przerywa niegłośny, krótki krzyk, rodzaj kwilenia. A po chwili słychać odgłos wdechu (…)”.

„No – powiedział Trzy Kosz, odbierając Murzynowi tykwę i zawieszając ją z powrotem na studni” – tak brzmią ostatnie słowa opowiadania. Faulknerowski uciekinier za chwilę pewnie umrze, czy to od jadu żmii, czy od indiańskiego ciosu – choć sami Indianie są znużeni całą tą sytuacją. Od pierwszej chwili nie całkiem wiedzą, w jakim celu trzymają niewolników i co w ogóle z nimi począć. Doprowadzają do śmierci Murzyna bez większego przekonania, jakby mechanicznie, w duchu bezmyślności i nieco znużonej tradycji: skoro już, to już. Tym bardziej – na tle tej ospałej śmierci – uderzają ostatnie gesty ofiary: praca krtani, gra oddechu. I wypowiedziane chwilę wcześniej słowa, rodzaj pozdrowienia, wezwania czy wyzwania: „Olé, przodkowie moi”. Ofiara jeszcze żyje, oddycha tym samym powietrzem co jej grzeczni oprawcy, lecz jest już z tej wspólnej przestrzeni powietrza wykluczona; czarne gardło na koniec naśladuje tylko gest picia, a oddech dudni wewnątrz tykwy żałosnym jękiem. Ten przedśmiertny konkret, siedem powtórzonych dźwięków transkrybowanych jako ciąg „a”, rezonujących echem, zapada w pamięć. W pamięć oddechu, można by rzec; albo w pamięć jego nadsłuchiwania.

 


2.powietrze.Wyrażenie „pamięć oddechu” pożyczam od Eliasa Canettiego; mówił o nim w niezwykłym i przedziwnym tekście przygotowanym w roku 1936 na pięćdziesiąte urodziny Hermanna Brocha. Canetti, jak dowodzą wszystkie jego pisma, był niezwykle wyczulony na to, co sam nazywał konkretem – w tym na dźwięki. „Do najbardziej niesamowitych zjawisk w duchowej historii ludzkości – pisał – należy unikanie konkretu”. Jeden z obrazów stale, wręcz obsesyjnie nawracających w jego rozprawach, wspomnieniach i esejach przedstawia „ludzki tłumok”, żebraka bez rąk i nóg, ujrzanego w Marrakeszu; z jego ust wydobywał się wciąż ten sam – godzina w godzinę, dzień w dzień, wieczność w wieczność – dźwięk: „aaaaa”.

Nie chodzi tu o empatię, a o uznanie czyjejś obecności; i to uznanie przychodzi wraz z uszanowaniem, że tak się wyrażę, czyjejś przestrzeni powietrznej.

Canetti wciąż zarzuca sieć na odgłosy na ulicach i w mieszkaniach, na dźwięki wydawane przez ludzi, nie umie nie słuchać. Hermann Broch był dla Canettiego nauczycielem szczególnej, najważniejszej odmiany dźwięku – oddechu. Przemówienie poświęcone Brochowi dotyczy, jak wiele późniejszych tekstów Canettiego, zadania pisarza, możliwości literatury. Ale jego rozważania bardzo szybko opuszczają teren ogólnych sądów, by przejść do kwestii powietrza i oddechu: bez niej o powinnościach literatury, jakich uczył się od Brocha, nie można rozmawiać. „Może zdziwi was – zwraca się Canetti do publiczności i ja powtarzam do Ciebie, Czytelniku, te słowa – że będziemy mówili o czymś takim”.

Albowiem nałogiem Brocha jest oddychanie. „Lubuje się on w oddychaniu, nigdy mu tego nie dość”. Ta skłonność dotyczy zwłaszcza wsłuchiwania się w oddech innych. Canetti wspomina własne spotkania z Brochem.

Rozmowy z nim mają zupełnie swoistą i niezapomnianą interpunkcję. Mowę swego partnera dzieli dowolnie na pozornie bezsensowne odcinki. Kwituje je charakterystycznym dźwiękiem, który należałoby oddać fonograficznie (…). Broch nie tyle przyjmuje partnera z jego sposobem myślenia i mówienia, ile jest raczej zainteresowany poznaniem, w jaki sposób tamten wstrząsa powietrzem. On sam niemal nie oddycha (…).

Umiejętność wsłuchiwania się w oddech ujawnia się w literaturze Brocha. PrzeglądającPowrót Wergilego, widzimy, że słowa „oddech” i „powietrze” często powracają, mają suwerenną rolę do odegrania. Z opowiadaniaPowrót do domuwybrałem dłuższy fragment; ze względu na szczególny, pełen neologizmów język Brocha, nie da się go streścić:

Oczy A. wędrowały po komnacie napełnionej ciemnym powietrzem, próbowały rozróżnić przedmioty poza kręgiem …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

* Opowiadanie Wiliama Faulknera w przekładzie Zofii Kierszys; Przemówienie Eliasa Canettiego w przekładzie Marii Przybyłowskiej; Przemówienie Paula Celana w przekładzie Andrzeja Kopackiego; Opowiadanie Hermanna Brocha w przekładzie Anny Marii Linke; Fragment W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta w przekładzie Tadeusza Żeleńskiego (Boya); Fragment Autobiografii Thomasa Bernharda w przekładzie Sławy Lisieckiej; Korzystałem z książki Georges'a Didi-Hubermanna poświęconej Pierre’owi Fédidzie Gestes d’air et de pierre, Paryż 2017.

FreshMail.pl