Reportaż

Wanda.... tak mam na imię?

Joanna Karpowicz
Za trzydzieści lat dwa miliony Polaków będzie chorować na alzheimera.

Z Agnieszką umawiam się na warszawskim Bemowie – na ósmą rano, żebyśmy mogli porozmawiać, zanim jej wujek się obudzi. Powinniśmy mieć przynajmniej pół godziny. A może znacznie więcej, wczoraj na przykład spał do jedenastej.

Nie mamy ani minuty.

– Wujek się chyba obudził. – Agnieszka zrywa się, nawet nie zdążyliśmy wziąć łyka kawy. – To ja go zaprowadzę do łazienki. A jak pan chce obserwować wujka, to proszę. – Stawia przede mną niewielki monitor w białej obudowie. Widzę w nim czarno-biały, niewyraźny obraz pokoju. Kamera skierowana na łóżko z wiercącym się mężczyzną.

– Wujek, wstawaj. – słyszę w głośniczku. – Tu są kapcie. Zimno ci? Chcesz coś ciepłego? Zaraz ci przyniosę szlafrok. Będziemy się myć, idziemy do łazienki. O, coraz lepiej, wstań. Dobra, usiądź bezpiecznie. Jak skończysz, to nas zawołasz.

Po dziesięciu minutach Agnieszka przyprowadza wujka do kuchni. Tadeusz, rocznik 1939, jest inżynierem budowlanym, a z zamiłowania bioenergoterapeutą i radiestetą. Ostatnio używa głównie dwóch słów: „odebrać”, bo przez pół życia odbierał budowy, i „zabezpieczać”, bo kiedy skończył z budowlanką, został agentem ubezpieczeniowym. Siada na wózku inwalidzkim przy stole i zaczyna mówić od razu, jakbyśmy się dobrze znali:

– U pana dobrze?

– Dobrze.

– U mnie też dobrze. Kładę się spać i cześć!

Zsuwa z głowy czapkę.

– Swędzi cię? – pyta Agnieszka. – Wujek uwielbia czapki, szczególnie wełniane, nawet latem.

Tadeusz chwyta ilustrowaną książeczkę dla trzylatków.

– Bardzo ładne – zauważa. Oglądamy. Na dłużej zatrzymuje się przy ilustracjach przedstawiających różową różę i świnkę.

– To też bardzo ładne! – Odkłada książeczkę, sięga po inną.

Agnieszka na chwilę wychodzi, a ja czytam Tadeuszowi o farmie.

– Bardzo ładne, bardzo – chwali i przerzuca karty książki. – Jedziemy dalej? – pyta za każdym razem.

W radiu leciMambo Italianoi Tadeusz zaczyna poruszać nogami. Ma pociągłą twarz, lekko spiczasty nos, włosy ogolone na jeżyka, kilkudniowy zarost i rubaszny śmiech. Musiał być przystojny. Teraz, kiedy podryguje z uśmiechem przyMambo, widzę tego młodzieńca, o którym opowiada mi Agnieszka, niestrudzonego podrywacza, warszawskiego birbanta. Jego żona zmarła ćwierć wieku temu, ale nie tak dawno, już chory, przeżywał kolejny romans, ze znajomą sprzed lat. Zabronił bliskim mówić jej o swojej chorobie.

– Całe życie lubił tańczyć. – Agnieszka wraca do kuchni pod koniecMambo. – Jeszcze dwa lata temu poszedł na tańce do Centrum Alzheimera. Pierwszego dnia mu się podobało, drugiego narzekał, że towarzystwo za stare.

O ósmej czterdzieści Agnieszka podaje wujkowi kaszkę z malinami i rodzynkami.

– Każdego dnia uczymy go jeść na nowo – tłumaczy. – Rano trzeba pokazać pierwszy ruch łyżką, przypomnieć. Wieczorem już całkiem dobrze sobie radzi, je sam, a przez noc zapomina. I tak w kółko.

Tadeusz to opukuje palcami blat stołu, to stuka łyżką w talerz.

– Wujek przekładał przedmioty, chował je, dzwonił, że coś mu zabrałam. Raz miał pretensje o szpadel, nie pamiętał, że przełożył go w inne miejsce. Myśleliśmy, że to depresja, że przyczyną są niepowodzenia z kobietami. Wiele symptomów choroby tłumaczyliśmy sobie jego charakterem. „Tadek taki jest, zawsze był dziwny”. Skryty, nie przyznaje się do porażek. Zwłaszcza przed młodszą siostrą, moją mamą. Trzy lata temu poszedł do lekarza. Neurolog powiedziała, że w tym wieku to normalne. Drugi lekarz, prywatnie, to samo. Dopiero profesor Tadeusz Parnowski, wybitny psychiatra i psychogeriatra, rozpoznał chorobę.

Tadeusz zjadł. Teraz wyciera w czapkę najpierw usta, a potem nos.

– Ja nie pilnuję się, to co robić? – Uśmiecha się zawadiacko.

– O, proszę! To jest cały wujek! Od jakiegoś czasu mówi mi w takich sytuacjach: „Masz rację i stawiasz kolację”. – Agnieszka wstaje i sięga po plastikową miskę. – Teraz będziemy myć zęby. To jest woda do płukania, micha do plucia. To szczotka, na szczotce pasta. Patrz, tak się szoruje – tłumaczy Tadeuszowi. – Dajemy mu pastę dla dzieci, bo połykał. Choć ostatnio znów nauczył się wypluwać. O nie, znów połknął… – I zanim Agnieszka zdąży się zorientować, wujek kolejny raz wyciera nos, tym razem w ręcznik.

Alzheimer wywołuje nieporozumienia. Żony są leniwe, mężowie zapominalscy. Dzieci mają pretensje, że ugotowały mamie gar zupy, a jej się nie chciało odgrzać.

Po porannej toalecie Tadeusz znów opukuje palcami stół, a Agnieszka opowiada:

– Jestem jego podstawową opiekunką, beze mnie robi się nerwowy. Od końca 2015 roku trzeba było pilnować, by brał leki. Robiłam mu zakupy, …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

FreshMail.pl