Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Esej

2021: rok buntu

Zamiast pozbywać się emocji z polityki, należy szukać takich sposobów pracy z nimi, aby służyły lepszej wspólnocie. Chodzi o próbę opowiedzenia rzeczywistości za pomocą empatii, czy jeśli ktoś woli, czułości.
rysunki Piotr Depta-Kleśta

Akcja ponurego, ale wizjonerskiego filmu Sidneya LumetaSiećz 1976 roku zaczyna się od tego, że podczas programu na żywo dziennikarz pewnej stacji telewizyjnej zapowiada swoje samobójstwo. Nie jest to jednak ostatni odcinek jego programu. Wręcz przeciwnie, prowadzący zaprasza swoich widzów na kolejną audycję, twierdząc, że popełni samobójstwo na ekranie.

Początkowo przerażeni sytuacją menedżerowie tytułowej sieci telewizyjnej szybko uświadamiają sobie, że mogą na tym dobrze zarobić. Postępowanie dziennikarza wywołuje skandal, ale skandal sprowadza publiczność, a na publiczności się zarabia, na przykład sprzedając czas reklamowy. Wkrótce tłumy ludzi z uwagą śledzą program. Emocje wymykają się spod kontroli. Dziennikarz mówi widzom, aby wychodzili na balkony, na ulice, aby wyglądali przez okna i krzyczeli wspólnie: „Jestem wściekły jak diabli i nie zamierzam tego dłużej znosić!”.

Po obejrzeniu obrazu Lumeta widza ogarnia zdziwienie. Ze stuporem przyglądałam się wyrażanej tam wściekłości, niemającej żadnego konkretnego powodu, będącej rezultatem wielu przyczyn naraz. A jednocześnie, gdy niedawno obejrzałam ten film po raz drugi, natychmiast stanęły mi przed oczami zdjęcia z protestów ulicznych z ostatnich miesięcy.

Z jednej strony głośnym echem odbiły się w 2020 roku demonstracje w obronie praw ciemnoskórych pod hasłem „Black Lives Matter”. W podobnej wolnościowej oprawie odbywały się demonstracje w obronie praw kobiet w Polsce czy przeciwko sfałszowanym przez Aleksandra Łukaszenkę wyborom na Białorusi.

Z drugiej strony gniew w formie masowych protestów wyrażali również ludzie zupełnie ideologicznie odmienni. Sam początek stycznia 2021 przyniósł obrazki z waszyngtońskiego Kapitolu, gdzie ku zdumieniu obserwatorów wtargnęły tłumy obrońców Donalda Trumpa, niszczące i rozrzucające meble i dokumenty, protestujące przeciwko temu, że jak wierzą, ukradziono im wybory prezydenckie. Dzierżący flagi i przebrani w zaskakujące kostiumy protestujący pokazywali się często z literą Q lub skrótem QAnon, deklarując tym samym wiarę w istnienie satanistycznego spisku pedofili, którzy korumpują świat i są winni oszustwa wyborczego odsuwającego od władzy Donalda Trumpa.

Choć pod względem ideologicznym między tymi protestami występują daleko idące różnice, wszystkie one wydają się wzmocnione tym samym doświadczeniem: miesiącami frustracji, pustki, utratą dawnego sposobu życia sprzed pandemii. Z tym właśnie łączę skłonność do wpadania w zbiorowy gniew. Nie tylko rok 2021, lecz również następne lata przyniosą nam wiele buntów, publicznych wybuchów gniewu. Można się obawiać, że polityka zostanie wydrążona i sprowadzona do niechybnie populistycznych w treści protestów. Że pozbawieni zostaniemy …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

Artykuł ukazał się w marcowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn opinii” (3/2021) pod tytułem 2021: rok buntu.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00