Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

numer listopadowy

Dostęp online

Zapewnij sobie stały dostęp do wysokiej jakości materiałów o najważniejszych problemach i zjawiskach współczesnego świata. Załóż konto i kup dostęp online do wszystkich treści, także w wersji audio, PDF, ePUB i MOBI.

Załóż konto

Rzeczywistość

Posłuchaj

Idee

Kultura

Opowiadanie

Jacek Dehnel

W niedzielę po mszy będą pokazywali na rynku węgierskiego zbójnika – powiedziała do męża aptekarzowa Stenzlowa; nie podniosła nawet głowy znad talerza zupy; widział prostą, białą linię jej przedziałka rozdzielającego dwa skrzydła czarnych włosów, zwiniętych z tyłu w niski koczek. – Podobno wygląda przerażająco. – Strata czasu i pieniędzy – mruknął, co zamknęło całą rozmowę. Dzieci też jadły w milczeniu, nieco siorbiąc z przydużych dla nich łyżek, ale czuł w powietrzu ich niemy zawód. Potem, stojąc na zapleczu apteki za mahoniowym kantorkiem, obstalowanym do firmy jeszcze przez ojca, wyrzucał sobie, że był taki szorstki. Pieniędzy im nie brakowało, czasu też. Zaopatrywał w leki, wzmacniające wina i pastylki pół Kufsteinu i sporo okolicznych wiosek, miał też zakład fotograficzny i dom przy Dolnym Rynku, zaraz obok mostu nad Inn, stary i obszerny, bo trzypiętrowy, z fikuśnymi wykuszami na rogach. Stać go było na to, żeby zapłacić tych kilka krajcarów za bilety dla siebie, żony, trojga dzieci, ba, jeszcze służącej i subiekta, nawet by tego nie zauważył. Choć, oczywiście, odnotowałby, jak wszystkie wydatki.

Fotoreportaż

Humor

Komiks

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00