numer kwietniowy
Newslettery
Rzeczywistość
Felietony
Idee
Posłuchaj
Kultura
Opowiadanie
Naprzeciwko niej siada starsza kobieta. Przy każdym szarpnięciu poły jej ciemnego płaszcza rozchylają się i musi chwytać końce paska, zaciskać je, splątywać, pochylając przy tym głowę. Płaszcz jest sztywny, układa się jak wysunięty do przodu ptasi tors. Kobieta poprawia go, ale nie podnosi spojrzenia. Sięga do torebki i wyciąga słuchawki. Można próbować ją zrozumieć tak, jak próbuje się rozumieć innego człowieka. Jaga Babażyna wraca ze szpitala i jest w świetnym nastroju, bo szpital napełnia ją spokojem. Kojarzy się z zapachem bzu w maju. Z wycięciem migdałków, gdy była dzieckiem, i z wypadkiem samochodowym, gdy była studentką. Z oknem szpitalnego pokoju, przez które widać czarne lasy. Z życzliwą pielęgniarką. Z dzieckiem, którego nie urodziła. Z nogą złamaną w trakcie grania spektaklu. Z myślą, że pierwszy raz w życiu nie musi się sama o siebie troszczyć.